RODZINNE BAJKOPISANIE – BIBLIOTECZKAMALUCHA.PL

RODZINNE BAJKOPISANIE – BIBLIOTECZKAMALUCHA.PL

Rodzinne Bajkopisanie. Grudniowe opowieści 
organizator: biblioteczkamalucha.pl

wśród nagrodzonych nasza bajka “Zagubiony Pompon” 🙂

 

– Hania, Julcia! Wstawajcie! Śnieg! Jest śnieg! – zawołała Olga spoglądając przez okno swojego pokoju.

– Śnieg? Jaki śnieg? – zapytała na półśpiąco Hania, podczas gdy Julia tylko niechętnie wyjrzała spod kołdry.

– Dziewczynki, Olga ma rację! Wstawajcie szybko! Spadł śnieg! Pierwszy śnieg!- mama była równie poekscytowana, jak przedszkolak.

Dziewczynki wstały niezbyt chętnie. Śnieg za oknem uznały za prowokację, kolejną prowokację do szybkiego wstawania. Jakież było ich zdziwienie, gdy za oknem rzeczywiście było biało. W nocy spadł pierwszy śnieg.

Tego pięknego, sobotniego, grudniowego dnia,  szybko zjadły śniadanie i zabrały się do pisania listów do Mikołaja. Skoro spadł śnieg, Mikołaj i jego pomocnicy, mogą nocą zabrać listy grzecznych dzieci z parapetów okien, po to by za kilka dni spełnić ich największe marzenia.

         Hania pragnęła nowy czerwony rower, taki dla dziewczyn, z trąbką i tasiemkami na kierownicy powiewającymi podczas szalonej jazdy. Julia, jako przyszły weterynarz, pragnęła kolorowej papugi, takiej jak na filmach o piratach, bo miała plan: nauczyć tę papugę mówić. Olga od dłuższego czasu marzyła o ferbisiu w tęczowym futerku, nikt z dorosłych nie mógł tego zrozumieć, ale Olga wiedziała, że ferbiś to jest to czego pragnie najbardziej.

         Dziewczynki swoje listy podpisały, włożyły do kopert i zostawiły na parapecie. To była najmilsza część dnia. Te listy. Potem zdążyły się trzy razy pokłócić, raz nawet ktoś płakał.

     Nastała niedziela. Tego dnia nikt nie musiał nikogo budzić. Gdy tylko grudniowe słonko zajrzało przez okno, dziewczynki same wyskoczyły z łóżek i pognały do okna. Listy nadal leżały na parapecie. Zastanawiacie się dlaczego? One nie musiały się długo zastanawiać. Nie były jakoś specjalnie grzeczne ani wczoraj, ani przedwczoraj, a ni nawet trzy dni temu.

         Po niedzielnym obiedzie tata zarządził zimowy spacer. Tym razem wszyscy grzecznie ubrali ciepłe czapki i rękawiczki. Bez kłótni i krzyku, pamiętając o zasadach panujących w lesie, spacerowali leśnymi, zaśnieżonymi dróżkami. Było miło i rodzinnie. Na świeżym śniegu Olga zauważyła dziwne tropy (tropy to ślady zwierząt). Nie były to tropy dzika, ani sarny. Chyba, że jakiejś mega-sarny.

– Mam pomysł!- powiedziała Olga – pójdźmy za tymi śladami, sprawdzimy dokąd prowadzą.

Rodzice uśmiechnęli się pod nosem, siostry pokiwały głowami i podążyli za Olgą- przewodnikiem. Po 5 minutowym marszu, stanęli, jak wryci. Pod drzewem leżała nie mega-sarna tylko NAJPRAWDZIWSZY renifer. Wrycie było, jak najbardziej na miejscu, w naszym lesie nie mieszkają renifery!

– To renifer…- powiedziała szeptem Julia, ona znała się na zwierzętach, przecież w planach miała karierę weterynarza.

– Tak, jestem reniferem, nazywam się Pompon- odpowiedział zwierzak. Rodzice usłyszeli smutne ryczenie. Okazało się, że tylko dzieci rozumieją co mówi renifer.

– Ci się stało? Skąd się tu wziąłeś? – zapytała Julia  nie zważając na zdziwione miny rodziców kiedy renifer zaczął odpowiadać w swoim języku.

– Tej nocy była bardzo wielka mgła. Wy ludzie mówicie, że to była mgła tak gęsta, jak mleko. Razem z Mikołajem podróżowaliśmy po świecie, zabierając listy z parapetów grzecznych dzieci. Podczas przelatywania nad waszym lasem, nie zauważyliśmy wysokich drzew. Moja uprząż została przerwana przez czubek choinki i spadłem. Z powodu mgły, nikt nie zauważył brakującego renifera. Ja sam nie potrafię wrócić do domu. – zakończył smutno swą opowieść Pompon, a jego oczach pojawiły się łzy.

Rodzice nie zrozumieli o czym opowiadał renifer, ale widząc jego łzy, zapragnęli mu pomóc.

– Jak możemy mu pomóc?- zapytał tato.

– Mam pomysł! Napiszemy listy do Mikołaja. W listach umieścimy mapy, jak odnaleźć zagubionego renifera!- wykrzyknęła Hania, zapominając, że jest w lesie, gdzie nie powinno się krzyczeć.

– Super pomysł Haniu!- powiedziały jednocześnie Julia i Olga. Rodzice nie bardzo wiedzieli, jak ma to pomóc reniferowi, oni zadzwoniliby do leśniczówki, do jakiegoś zoo, albo po prostu pod 112.

         Dzieci pożegnały się z reniferem, który pozwolił im dotknąć swych rogów. Pomysł Hani bardzo go ucieszył.

Po powrocie do domu dziewczynki pozmieniały swoje listy. Hania stwierdziła, że na rower może jeszcze poczekać, przecież i tak w zimie nie będzie nim jeździć. Julia postanowiła, że sama nazbiera pieniędzy na papugę. Ma dużą skarbonkę, więc jeśli ją wypełni, na pewno wystarczy na dużą papugę. Najsmutniejsza była Olga, umykała jej prawdopodobnie jedyna szansa na ferbisia, ale cóż… prawdziwy renifer prawdziwego Mikołaja jest ważniejszy niż ferbiś, nawet w tęczowym futerku.

              Listy do Mikołaja położono na parapetach. Mimo poświęcenia swoich prezentów, dziewczynki dziwnie spokojne i zadowolone poszły spać.

     Nadszedł poniedziałkowy ranek. Listy zniknęły… razem z nadzieją na rower, papugę i ferbisia. Tak długiego dnia w szkole Hania i Julia, oraz z przedszkolu- Olga, nie pamiętały. Zaraz po powrocie, nikt nie chciał jeść obiadu, za to wszyscy chcieli gnać do lasu, by jeszcze przed zmrokiem sprawdzić co z zagubionym reniferem.

 

Rodzice chcąc nie chcąc, także musieli gnać do lasu. Dziewczynki są za małe by same chodzić na tak dalekie spacery. W lesie, na szczęście, śnieg nie sypał tak gęsto, jak na pola. Nie zdołał zasypać wczorajszych śladów 10 stóp. Cała rodzina jeszcze przed zmrokiem dotarła do miejsca, w którym spotkali prawdziwego renifera. Miejsce było puste i smutne. Ciszę przerwała Olga, wskazując jakiś mały, czerwony przedmiot na śniegu:

– Patrzcie tu leży jakiś cukierek! I następny! i… jeszcze jeden!

Zdumione dzieci, podążyły dróżką wyznaczoną przez małe czerwone cukierki. Dróżka prowadziła do krzaków zasypanych śniegiem. W krzakach leżały jakieś pudła.

– Mamo! Tato! Tu są jakieś prezenty!! Możemy otworzyć?! – zawołała Julia.

– ??!! – tyle byli z siebie w stanie wydobyć rodzice- prezenty w środku lasu??

Rodzice dobiegli do krzaków, by sprawdzić czy aby te pudła to nie jakieś środki wybuchowe. Ale… chyba nikt nie pakuje środków wybuchowych w kolorowy papier z błyszczącą kokardą…

         Dziewczynki otworzyły pudła, w jednym był nowy czerwony rower, taki dla dziewczyn, z trąbką i tasiemkami na kierownicy powiewającymi podczas szalonej jazdy. W drugim klatka, a w niej kolorowa papuga, taka, jak na filmach o piratach, taka którą można nauczyć mówić. W trzecim pudle z wielką, tęczową kokardą był ferbiś w tęczowym futerku, dokładnie taki, jakiego pragnęła Olga!

         To był dzień podwójnej radości. Radości z pomocy potrzebującemu i radości z wymarzonych prezentów.

 KONIEC

 

oryginał dostępny na: http://biblioteczkamalucha.pl/konkursy/2015-12-07/grudniowe-opowiesci-zagubiony-pompon.php

 

i na koniec opinia jurorek:

Lekko i dowcipnie opowiedziana historia. Ujął mnie sposób, w jaki nakreślono postaci dziewczynek i rodziców – są jak prawdziwi. Realizmu dodaje nawet ferbiś… Przy tym wszystkim można uwierzyć, że ta fantastyczna historia zdarzyła się naprawdę. J. Wachowiak 

Wszystkie historie zostały zilustrowane w szczery, czyli w wyjątkowy sposób 🙂 Najbardziej jednak spodobały mi się ilustracje do tekstu “Zagubiony pompon”. Bardzo zabawne, a miny dziewczynek trzymających kartki z życzeniami bezcenne :)) E. Dziubak

 

NOWOROCZNA MILA NAMYSŁOWIAN – 10.01.2015

NOWOROCZNA MILA NAMYSŁOWIAN – 10.01.2015

Noworoczna Mila Namysłowian – 10.01.2015
organizator: klub Biegacza ZRYW Namysłów

reprezentacja rodziny: Tato i Olga 🙂

w obiektywie Artura Musiała

i nasza dzielna zawodniczka,

która dodatkowo wygrała kartę podarunkowa do Decathlonu 😀

PREMIERA “WSZYSTKIE STWORZENIA” – 24.01.2016

PREMIERA “WSZYSTKIE STWORZENIA” – 24.01.2016

Dzięki naprędce wygranym wejściówkom, trochę inaczej spędziliśmy niedzielne popołudnie- premierowo.

“Wszystkie stworzenia, czyli jak włochatym bywa źle” w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego – niezła zabawa i jest o czym porozmawiać z dziećmi w drodze do domu. 

Premierze towarzyszyła wystawa prac plastycznych, nam niestety nie towarzyszył aparat fotograficzny, stąd wiele-pozostawiająca-do-życzenia jakość zdjęć

Julka obok swojego koguta

Hanuszka obok swojej kurki